Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2019

Byłam w najczarniejszym zakątku mojej duszy...

Byłam tam, jeszcze czasami jestem, a nadal ciągnę wózek zwany życiem...I pomyślisz co to było napad?wypadek?tragedia...nie to ONA depresja. Mówią*, że z depresją to jest jak z alkoholizmem - na całe życie, ale ja tej pani już nie zapraszam. I to nie znaczy, że nie puka ahh codziennie po kilka razy, ale nie tym razem. Ponad dekadę razem, siedziała w moim umyśle i odebrała mi bardzo wiele. Mówią, że to jest choroba duszy jednak moje ciało pokazuje co mi zrobiła. I trochę uogólniłam depresja to wypadkowa tego co mi się przytrafiało i moja reakcja na to. Przybrała różne formy lęk społeczny, syndrom złamanego serca, nerwo bóle, wychudzenie organizmu później zajadanie smutków i ogólne rozwalenie systemu odpornościowego, hormonalnego. Co zabrała mi depresja ? relacje - z większością rodziny, która nie wie (chociaż mam wykształconego psychologa w bliskiej rodzinie), rozwój, cele, pasje i chęci. I w tym wszystkim jest moja mama próbowała przebić się przez mur, który postawiłam. Była przerażona ...