Byłam tam, jeszcze czasami jestem, a nadal ciągnę wózek zwany życiem...I pomyślisz co to było napad?wypadek?tragedia...nie to ONA depresja. Mówią*, że z depresją to jest jak z alkoholizmem - na całe życie, ale ja tej pani już nie zapraszam. I to nie znaczy, że nie puka ahh codziennie po kilka razy, ale nie tym razem. Ponad dekadę razem, siedziała w moim umyśle i odebrała mi bardzo wiele. Mówią, że to jest choroba duszy jednak moje ciało pokazuje co mi zrobiła. I trochę uogólniłam depresja to wypadkowa tego co mi się przytrafiało i moja reakcja na to. Przybrała różne formy lęk społeczny, syndrom złamanego serca, nerwo bóle, wychudzenie organizmu później zajadanie smutków i ogólne rozwalenie systemu odpornościowego, hormonalnego. Co zabrała mi depresja ? relacje - z większością rodziny, która nie wie (chociaż mam wykształconego psychologa w bliskiej rodzinie), rozwój, cele, pasje i chęci. I w tym wszystkim jest moja mama próbowała przebić się przez mur, który postawiłam. Była przerażona ...
Tytuł jest przewrotny. Nawiązuje do mojego miejsca zamieszkania. Ktokolwiek uczył się języka angielskiego w szkole wie, że brytyjskie przywitanie: How are you ? jest wynikiem wychowania, kultury tego kraju. Po tylu latach już nie zwracam na to uwagi (tak jak na darling, honey od obcej osoby:). Jednak przez długi czas każdego dnia musiałam zmierzyć się z tym pytaniem...Odpowiedź padała I'm fine...Ale w środku rozpadałam się na kawałki. W środku wszystko we mnie krzyczało, nie jest ok i nie pytaj. Poszło to dalej, gdy w poniedziałek wiedziałam, że padnie pytanie jak Twój weekend już w głowie układałam odpowiedź (zazwyczaj opartą nie na tym co robiłam tylko na tym co ugotowałam) przecież nie mogłam powiedzieć, że cały weekend walczyłam o przetrwanie. Że jest tak źle, że nie mogłam się podnieść z łóżka, wstałam tylko dla syna nakarmiłam pobawiłam się, ale nie byłam obecna, moja dusza umierała... Sama bałam się zadać sobie to pytanie. Jak innym nie zależało to po co ja mam się tym zaj...